Gumisie

Gumisie 16.04.2021.

Kochane Gumisie :D

Dzisiaj zapraszam was do wspólnej gimnastyki przy piosence:

https://www.youtube.com/watch?v=fKECl8F-rCY

A teraz wykonaj karty pracy:

Mały lekarz

wytnij i sklej

Miłej zabawy i do zobaczenia w poniedziałek w przedszkolu :D

Gumisie 15.04.2021.

Witajcie Gumisie :D

Dzisiaj będziemy liczyć:

Zabawa „Wiewiórka liczy orzechy”:

  • Jesteście wiewiórkami. To wasza dziupla (miseczka). Wiewiórka włoży do swojej dziupli pięć orzechów. Policz, czy w dziupli jest pięć orzechów.
  • Skończyła się jesień. Spadł śnieg i jest bardzo zimno. Wiewiórka śpi. Zamknęła oczy, skuliła się i śpi (rodzic zabiera z miseczki dwa orzechy).
  • Wiewiórka budzi się, spogląda na orzeszki, liczy. Co wiewiórka zauważyła? (wiewiórka stwierdza, że orzechów jest mniej).
  • Wiewiórka kładzie swoją dłoń na podłodze. Orzechy przykłada po jednym do każdego z palców, zaczynając od kciuka.
  • Liczy palce: jeden, dwa, trzy… Na palcach jest wiadomość, ile orzechów masz w dziupli…
  • Wiewiórka śpi, bo duży mróz na dworze (rodzic dokłada do miski dwa orzechy. Na sygnał- klaśnięcie- wiewiórka budzi się…)
  • Zagląda do dziupli… i co? Orzechów jest więcej.
  • Pokaż na palcach, ile było orzechów…Pokaż, ile teraz jest orzechów.

Zabawę powtarzamy trzy, cztery razy. W każdej następnej rodzic dokłada do miseczki- lub zabiera- inną liczbę orzechów.

Zabawa „Chowanie orzeszków do pojemnika i pokazywanie na palcach: Ile ich tam jest”:

  • Proszę włożyć do pojemnika pięć orzechów i policzyć je…Ile ich tam jest…? Pokaż na palcach.
  • Weź z miski jeszcze dwa orzechy. Włóż do pojemnika, policz, ile ich masz razem i pokaż to na palcach.
  • Weź z miski trzy orzechy, dodaj je do pozostałych. Policz i pokaż na palcach, ile masz razem…
  • Wyjmij z pojemnika pięć orzechów i odłóż do miski…Policz pozostałe i pokaż na palcach, ile orzechów masz w pojemniku.

Zabawy z kostkami do gry:

  • Rzuć kostką- dziecko liczy kropki i pokazuje na palcach, ile ich jest.
  • Rzuć dwiema kostkami- dziecko liczy i pokazuje na palcach, ile jest razem kropek.

Zachęcam do wysłuchania piosenki:

https://www.youtube.com/watch?v=IJz95lzBqy8

Wykonaj kartę pracy:

Mały Lekarz

Miłej zabawy :D

 

 

Gumisie 14.04.2021.

Kochane Gumisie :D

Dzisiaj dowiemy się, dlaczego chorujemy i jakie mogą być objawy choroby. Posłuchajcie opowiadania M. Kownackiej  „O grubej Balbinie, o katarze i pierzynie”:

Spójrzcie na grubą Balbinę, jak się wpycha pod pierzynę! Pod pierzynę się wpycha, ledwo z gorąca dycha, siedzi z zatkanym nosem i krzyczy grubym głosem:

– Zamknijcie okno!

Spoci się gruba Balbina, że aż mokra pierzyna, lecz nie wyjdzie spod pierzyny, siedzi tam ze trzy godziny.

Jednego dnia o świcie wszyscy chrapią smakowicie, a tu nagle rety! raty! Tak ktoś kichnął jak z armaty!

– Co takiego?

To kicha Balbina, aż skacze pierzyna. Nos spuchnięty, twarz spuchnięta! Wciąż, wciąż kicha jak najęta.

Przyniosła Malwinka chustek pół tuzinka. Mało – więcej by się zdało!

Przyniosła dwa tuziny – starczyły na pół godziny. Przyniosła trzy tuziny – wszystko mało dla Balbiny!

Chustek mało, szmatek mało, prześcieradło by się zdało!

Oj, Balbina bardzo chora, nos jak u złego indora. Nie ma rady – po doktora!

A tu kafelek z pieca lamentuje:

– Oj, moja Balbinka miła, szybka mi ją przeziębiła! A szybka w oknie brzęczy:

– Kto się pod pierzynę wpycha, ten potem kicha i kicha…

A kafelek z pieca:

– Widzieliście taką żmiję? Czekaj, przyjdzie doktor, ćwieczkiem cię zabije!

Aż tu nagle… trady-rada! Doktor do pokoju wpada.

Patrzy… a tu spod pierzyny widać tylko nos Balbiny! Widać tylko nos czerwony, więc skoczył jak oparzony i zawołał:

– Kto się pod pierzyną dusi, ten chorować ciągle musi! Hej! Otwórzcie, moje dzieci, okno, niech powietrze wleci! Precz z zaduchem i z pierzyną, to i choroby zaginą!

Gdy to szybka usłyszała, to z radości aż zadrżała.

Gdy kafelek to usłyszał, ledwie ze zmartwienia dyszał.

Potem zachwiała się pierzyna i mówi przez nos Balbina:

– Kochany panie doktorze, przecież mnie zimno być może, przecież ja mogę móc dostać zapalenia płuc!

A doktor na to jak dobry tato:

– Niech się Balbinka nie żali, w piecyku się napali, a powietrze będzie wchodziło i będzie katar leczyło.

l stało się w tej chwili, że się szybka z okna i kafelek z pieca pięknie pogodzili.

Dziewczynka Malwinka w piecu napaliła, okno otworzyła, pierzynę z Balbiny zdjęła, kołdrą ją nakryła. A gruba Balbina chyba w dwa dni była zdrowa jak ryba.

l odtąd – nic mówić nie trza – nie boi się wcale świeżego powietrza, pod pierzynę się nie wpycha i nigdy a nigdy nie kicha.

l nikt jej nie nazywa grubą Balbiną, bo jest tego warta, bo nie sypia pod pierzyną i jeździ na nartach!

A kafelek z szybką kochają się aż miło, jak nigdy dotąd nie było. Niech tylko kto drewek do pieca dołoży, to kafelek sam woła:

– Hej! Okno otworzyć!

A szybka na świat wygląda i brzęku, brzęku — brzęka dobre nowineczki, że Malwinka z Balbinką idą na saneczki.
babbina
Pytania do opowiadania:
  • Dlaczego Balbina miała katar?
  • Co poradził pan doktor Balbinie?
  • Co trzeba robić, aby być zdrowym?
  • Po czym możemy poznać że jesteśmy chorzy?
  • Co trzeba zrobić, jeśli się źle czujemy?
  • Jak możemy wyleczyć się z choroby?
  • Czy dzieci mogą same brać i zażywać lekarstwa?

Praca plastyczna „Stetoskop”: wytnij gotowe elementy i sklej w jedną całość, tak, aby powstał stetoskop

Gabinet lekarki

Miłej zabawy, do zobaczenia :D

Gumisie – Ruch to zdrowie

Dzień dobry Gumisie.

Dzisiaj zapraszamy was do wykonania ćwiczeń gimnastycznych przy muzyce. Proszę wejść w link poniżej i uważnie słuchać poleceń.

https://www.youtube.com/watch?v=n7OIPFcyZRU

https://www.youtube.com/watch?v=OZTYeTEZ2wA

Dla chętnych przygotowałam też kilka kart pracy. Wybierzcie te, z którymi sobie poradzicie.

https://fenek.pl/img/pdf/karty_pracy_moje_zdrowie.pdf

Miłej zabawy.

Gumisie –

Poniedziałek 12.04.2021

Witajcie Gumisie

Tematem dzisiejszych zajęć jest: Na zdrowie. Słuchajcie uważnie.

1. „Na zdrowie”

Doktor Rybka niech nam powie,

jak należy dbać o zdrowie!

Kto chce prosty być jak trzcina,

gimnastyką dzień zaczyna.

Całe ciało myje co dzień

pod prysznicem, w czystej wodzie.

Wie, że zęby białe, czyste

lubią szczotkę i dentystę!

Pije mleko. Wie, że zdrowo

chrupać marchew na surowo.

Kiedy kicha, czysta chustka

dobrze mu zasłania usta!

Chcesz, to zobacz na obrazku,

jak jeść jabłka bez zarazków!

Rób to samo, bo chcesz chyba

tak zdrowy być jak ryba!

*Spróbujcie odpowiedzieć na pytania:

Jak nazywał się doktor, który udzielał rad jak dbać o zdrowie?

W jaki sposób należy postępować, aby być zdrowym?

Jak myślicie, dlaczego doktor tak się nazywał?

Co to znaczy być zdrów jak ryba?

*Dzieci starają się wyjaśnić, co oznaczają dobre rady doktora Rybki. Zapytajmy dzieci, dlaczego doktor zaleca codzienną gimnastykę? W jaki inny sposób możemy możemy ćwiczyć ciało?Co możemy robić wiosną, latem, jesienią, zimą?

2. Kolejne zadanie to – Poruszająca się ryba z papieru. Przygotujcie:

  1. Kartki A4 w dowolnym kolorze
  2. Małe kawałki papieru w kolorze: czerwonym, białym i jeden w dowolnym kolorze
  3. Czarny pisak
  4. Nożyczki
  5. Klej

Krok 1

Weź róg kartki A4 i przyłóż do dłuższej części kartki, tak aby powstał trójką, dociśnij.

Ryba z papieru krok 1/2 Ryba z papieru krok 2/2

Krok 2

Odetnij pozostały prostokąt.

Ryba z papieru krok 2

Krok 3

Rozłóż kartkę, tak aby powstał kwadrat. Zegnij dwa rogi kwadratu do środka kartki.

Ryba z papieru krok 3/1Ryba z papieru krok 3/2

Krok 4

Rozłóż kartkę, a następnie złóż na pół wzdłuż zgięcia, tak aby powstał trójkąt.

Ryba z papieru krok 4/1Ryba z papieru krok 4/2

Krok 5

Natnij kartkę, aż do zgięcia. Paski powinny mieć szerokość od 0.5 do 1 cm.

Ryba z papieru krok 5/1

Krok 6

Rozłóż papier aby był kwadrat. Posmaruj klejem zewnętrzny trójką, następnie przyłóż do drugiego trójkąta, dociśnij.

Ryba z papieru krok 6/1

Krok 7

Obetnij szpic kartki aby powstało półkole. Z pozostałego prostokąta wytnij półokrąg, będzie to dolna część buzi, następnie przyklej do ryby.

Ryba z papieru krok 7/1Ryba z papieru krok 7/2

Krok 8

Wytnij z czerwonego papieru mniejszy półokrąg i przyklej do dolnej buzi. Z białego papieru wytnij dwa kółka około 1 cm, następnie przyklej oczy.

Ryba z papieru krok 8/1Ryba z papieru krok 8/2

Krok 9

Z kolorowego papieru wytnij dwie łezki, będą to boczne płetwy ryby. Przyklej z dwóch stron do ryby. Wytnij tylni ogon w kształcie serca, przyklej. Namaluj na płetwach dowolne linie pisakiem, na oczach czarne kółka.

Ryba z papieru krok 9/1Ryba

 

W linku poniżej filmik z instrukcją

https://kreatywnachwila.pl/poruszajaca-sie-ryba-z-papieru/

Swoje prace możecie wysłać na stronę  LiveKid

Do zobaczenia.

 

Gumisie 09.04.2021.

Witajcie Gumisie :D

Zapraszam was do wysłuchania opowiadania J. E. Kucharskiego „Wawa i jej pan”. Słuchajcie uważnie i spróbujcie odpowiedzieć na pytania znajdujące się poniżej opowiadania.

WAWA I JEJ PAN

Kiedy wracaliśmy ze szkoły przyplątał się do nas pies. Był czarny jak smoła, kudłaty i miał spiczastą mordkę.

Wcale nie zabieraliśmy go z ulicy — przybiegł za nami sam.

Mama nie była z tego zadowolona, ale tato powiedział, że to jest rasowy pudeł i jak się nie znajdzie właściciel, to może u nas zostać.

Naturalnie, jeśli się mama zgodzi. Nie chciała, ale się w końcu zgodziła. Oboje byliśmy bardzo zadowoleni. Wacek od razu zaczął go tresować, żeby przy nosił rzucany patyk, a ja mu zawiązałam różową kokardę na szyi. Ślicznie wyglądał.

Wieczorem ojciec przeczytał głośno z gazety takie ogłoszenie:

„Zginęła suczka, rasy pudeł, czarna. Nazywa się Wawa. Łaskawy znalazca proszony jest o odprowadzenie, za nagrodę. Marcin Wolski, aleja Kasztanowa 17”.

– Pokażcie no tego psa — powiedział tato do nas.

Pies był już zamknięty na noc w komórce, ale zaraz przyprowadziliśmy go.

– Wawa! — zawołał tato.

Pudeł szczeknął wesoło i zaraz stanął na dwóch łapkach.

– No, tak, to jest ten sam. Jutro będziecie musieli go odprowadzić.

Zrobiło nam się smutno, ale cóż trudno. Nie można przecież trzymać cudzego psa, jeśli go właściciel szuka. A tymczasem nasz tato pomyślał przez chwilę, a potem powiedział:

— Coś mi się wydaje, że ja już takie ogłoszenie kiedyś czytałem. Dajcie mi stare numery gazet.

My wszystkie pisma składamy przez cały rok, więc Wacek od razu przyniósł ułożoną paczkę.

Tato zaczął przeglądać numer za numerem. Po chwili zawołał:

— Jest! Wawa i ten sam adres — Marcin Wolski Kasztanowa 17. Widocznie ten pies już drugi raz ginie.

Bawiliśmy się z Wawą, a tato przerzucał pismo. Znów się zatrzymał.

— To zaczyna być ciekawe. Trzecie takie samo ogłoszenie. No, no.

Spojrzeliśmy na psa — O to dopiero włóczęga z tej Wawy!

Po długiej chwili tato, bardzo zdumiony zawołał:

— Nie do wiary! Czwarte ogłoszenie! Dlaczego oni tego psa nie pilnują, skoro im tak ginie?

Następnego dnia po obiedzie mama dała nam ładny, mocny sznurek i powiedziała:

– Zaprowadźcie psa do tego pana. Wiecie gdzie jest aleja Kasztanowa?

Naturalnie, że wiedzieliśmy Każde dziecko w mieście ją znało. Aleja biegła wprost do rzeki, gdzie była przystań żeglarska, kajakowa i plaża.

Wzdłuż alei Kasztanowej stały w ogródkach rozmaite wille — duże i małe, murowane i drewniane.

Wacek od razu oddał mi sznurek:

— Nie będę prowadził takiego psa, co ma kokardę na szyi — mruknął.

Odpowiedziałam mu, że Wawa jest suczką, więc może mieć kokardę.

A właściwie to wcale nie potrzebowałam Wawy prowadzić. Jak tylko wyszliśmy z domu, zaraz zaczęła mnie ciągnąć w kierunku alei Kasztanowej. Aż się zdziwiłam. Bo jeśli tak dobrze wiedziała, gdzie jest jej dom, to dlaczego zginęła?

— Phi, możesz ja puścić, sama trafi.

Ale nie. Zobaczymy jak ona mieszka, Minęliśmy numery 11, 13, 15. Wawa ciągnęła z całej siły i ciż skamlała z radości.

—Jest siedemnasty. Patrz, jaki tu gęsty ogród —powiedział Wacek.

Parkan zarośnięty był dzikim winem, a za nim ciągnął się duży ogród. Z ulicy, wcale nie widziało się domu.

Wawa skoczyła na furtkę, a furtka otworzyła się lekko. Widocznie nie była zamykana. Wpadliśmy za psem do ogrodu. Z obu stron ścieżki rosły drzewa owocowe, krzaki, a wszystko tak poplątane, że świetnie można by się bawić w chowanego. Wreszcie ukazał się domek, a Wawa zaczęła skomleć i szczekać.

Domek był drewniany pomalowany na zielono i całą werandę miał zasłoniętą ciemnymi firankami.

Otworzyły się drzwi ganku i wyszła jakaś pani. Miała na sobie fartuch w paski i chustkę na głowie.

Wawa wyrwała mi sznurek z ręki i skoczyła do niej.

Pani przyglądała nam się uważnie.

Dygnęłam i trąciłam Wacka. Ale on nic nie mówił, tylko patrzył na tę panią.

Więc ja powiedziałam:

Przyprowadziliśmy proszę pani psa. W gazecie było ogłoszenie, więc…

Wawa skakała wysoko i poszczekiwała piskliwie. Pani oganiała się od niej ręką. Uśmiechnęła się do nas.

— Dziękuję wam, moi kochani. Zaraz was zaprowadzę do Marcinka, chodźcie. „Marcinek” A więc to chyba nie jest dorosły — pomyślałam. — I dlatego ta pani wcale się nie ucieszyła ze znalezienia Wawy?

I dlaczego nas tam prowadził?

Weszliśmy na ganek, minęliśmy mały korytarzyk i pani otworzyła drzwi na werandę.

Było tu prawie ciemno, trochę światła wpadło tylko przez szpary w firankach.

— Marcinku — powiedziało pani – przyszły dzieci. Przyprowadziły Wawę. Proszę, wejdźcie.

W najciemniejszym kącie werandy stało łóżko przykryte kocem. Wawa wskoczyła przed nas i już była na łóżku. Piszczała radośnie, na tle poduszki widać było jej czarny łeb. Pani wyszła, zamknęła za sobą drzwi.

Usłyszeliśmy głos chłopca:

— Już dosyć, Wawunia. Dobrze, dobrze, kochany piesek.

— „Dlaczego kochany? —pomyślałam zdziwiona. — Że tak często ucieka?”

Starałam się dojrzeć twarz chłopca. Widziałam, że i Wacek „ciąga szyję, ale w tym kącie było zupełnie ciemno.

– Dziękuję, żeście przyszli. Usiądźcie na tej ławeczce.

Usiedliśmy.

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Wszystko tu jakieś tajemnicze, ta ciemna weranda, ten chłopak…

Wacek trącił mnie łokciem. Oddałam mu. Mądrala! Zawsze jest taki ważny, a jak coś trudnego, to mnie wypycha. Pomogło. Mój brat chrząknął.

Przyprowadziliśmy ci psa powiedział grubym głosem.

— Dziękuję wam.

„Co ten Wacek gada? —pomyślałam. Przecież to ten pies nas przyprowadził. Przez całą drogę ciągnął tutaj. Nie mogłam go utrzymać

– Właściwie to on sam przyszedł. Cały czas nas ciągnął.

Chłopiec odpowiedziała cicho:

– Wiem, Wawa zawsze trafi do domu.

Zdumiałam się. Co to znaczy? A te cztery ogłoszenia w gazecie? Nic nie rozumiałam. Ale jak się tu zapytać?

— Ty jesteś chory, prawda?

Przez chwilę nie było odpowiedzi, wreszcie z ciemnego kąta usłyszeliśmy smutny glos:

– Tak. Jestem bardzo poparzony

Serce mi się ścisnęło.

Długo siedzieliśmy bez jednego słowa. Wreszcie Marcin odezwał się cicho i bardzo smutno:

Teraz już na pewno ode mnie pójdziecie. Nikt nie chce siedzieć z chorym, i to jeszcze w ciemnym kącie.

Zrobiło mi się go bardzo żal.

– Nie, właśnie że nie pójdziemy Tylko…Opowiedz, jak to było?

Głos chłopca ożywił się.

– Naprawdę nie odejdziecie? Ja wam wszystko opowiem. I o Wawie też.

Poprawiliśmy się na ławeczce. Marcin zaczął mówić:

– Miałem wypadek. Bawiłem się zapałkami. Tak sobie pstrykałem, wiecie?

Zapaliła się firanka, łóżko, ubranie na mnie też. Przy drzwiach był duży ogień, to skoczyłem przez okno. Poparzyłem się, oczy mnie teraz bolą. W pokoju musi być ciem no, bo oczy bardzo powoli się leczą. Będę jeszcze długo leżał, żeby się wszystko zagoiło. To bardzo smutno tak samemu leżeć. Wawa…

—Co Wawa?—spytał Wacek. –

— To już wam wszystko powiem — zaczął na nowo Marcin. — Wawa to bardzo mądry piesek. Do mnie nikt nie przychodzi. Początkowo to jeszcze przychodzili koledzy z mojej klasy, ale potem coraz mniej. Ja rozumiem — nudzili się. Mamusia ma tyle roboty to ja tak leżę sam. Kiedy już nie mogę wytrzymać, mama bierze Wawę, mówi jej: „,Dzieci, dzieci, Wawa, przyprowadź dzieci” — i wypuszcza ją na ulicę. A sama daje ogłoszenie w gazecie. Wawa mądra: idzie do jakichś dzieci, a ponieważ jest ładna, to ją zatrzymują. A jak ktoś jej nie odprowadzi za parę dni, to sama Wraca. Już dwa razy przyprowadziła dzieci, ale one odeszły I nie powróciły już.

— Mv będziemy do ciebie przychodzić! zawołałam głośno, bo mnie coś w gardle zadrapało i bałam się, że powiem niewyraźnie.

Marcin zapytał nieśmiało:

— I nie gniewacie się na mnie za to, że was oszukałem? Bo przecież Wawa wcale nie zginęła.

– Nie gniewamy się. Skądże! — zapewniliśmy Marcina.

Poszliśmy do domu i wszystko powiedzieliśmy rodzicom. Odtąd przychodzimy do Marcina często.

Niedawno Marcin miał imieniny. Spotkaliśmy u niego całą gromadę dzieci. Na podwieczorek były ciastka i kakao z pianką, a Wawa dostała wspaniałą kość na talerzu.

Na dworze padał już śnieg, a my bawiliśmy się w Afrykę, w głuchy telefon i w co okręt wiezie.

Było bardzo wesoło.

Lekarz powiedział, że Marcin pójdzie do szkoły jeszcze przed Gwiazdką.

– Pierwszego dnia, kiedy pójdę do szkoły przyprowadzę Wawę — obiecał Marcin.

Niech ją wszyscy poznają.

Przykładowe pytania:

  • Jak Wawa znalazła się u dzieci?
  • Czyim psem była Wawa?
  • Dlaczego Marcinek nie chodził do szkoły?
  • Jak doszło do wypadku, w którym ucierpiał Marcinek?
  • Czego się obawiał chłopiec, gdy dzieci odprowadziły Wawę?
  • Jak się czują osoby, które są chore i nikt ich nie odwiedza?

A teraz gimnastyka:

https://www.youtube.com/watch?v=n7OIPFcyZRU

Miłego dnia :D

Gumisie 08.04.2021.

Witajcie Gumisie :D

Dzisiaj będziemy liczyć:

Liczenie swoich palców:

  • policzcie czy macie po pięć palców w każdej dłoni: jeden (dotknij kciukiem policzka), dwa (dotknij palcem policzka), trzy (dotknij policzka), cztery (dotknij policzka), pięć (dotknij policzka)
  • liczymy dalej: jeden (dotknij policzka kciukiem drugiej ręki), dwa (dotknij palcem policzka), trzy (dotknij policzka), cztery (dotknij policzka), pięć (dotknij policzka)
  • sprawdzamy, czy w jednej i drugiej dłoni jest tyle samo palców. Proszę zetknij palce jednej dłoni z palcami drugiej dłoni, jeden do jednego…wygląda to tak, jakby palce się witały

Rysowanie śladów dłoni i liczenie palców:

  • Obrysuj swoją dłoń, a następnie policz palce zaczynając od kciuka do małego i od małego palca do kciuka

Liczenie palców u stóp:

  • zdejmijcie skarpetki
  • liczymy palce w jednej stopie, a potem w drugiej, dotykamy i liczymy kolejno palce: jeden, dwa, trzy, cztery, pięć
  • teraz układamy na palce u stóp palce dłoni: jeden do jednego, przykładamy najpierw do jednej stopy, a potem do drugiej i okazuje się, że jest tyle samo

Rysowanie śladów stóp i liczenie palców:

  • Obrysuj swoje stopy, a następnie policz palce u stóp: osobno u każdej stopy, razem u obu stóp, zaczynając od palucha do małego palca i od małego palca do palucha

Wykonaj pracę plastyczną „Apteczka pierwszej pomocy”:

Gumisie 07.04.2021.

Witajcie Gumisie :D

Nie możemy zapomnieć o tym, że ogromny wpływ na zdrowie ma codzienna porcja ruchu. Zachęcam do wspólnej nauki piosenki:

https://www.youtube.com/watch?v=oD_4YBKMKFs

Podczas nauki piosenki oczywiście wskazany ruch i wspólna, szalona zabawa.

Wykonaj kartę pracy:

U LEKARZA | Przedszkole Publiczne nr 1 z Oddziałami Integracyjnymi w  Ożarowie Mazowieckim : Przedszkole Publiczne nr 1 z Oddziałami  Integracyjnymi w Ożarowie Mazowieckim

Miłego dnia :D

Lekarz- Gumisie

Witajcie Gumisie :D

Naszym tematem w tym tygodniu będzie „U lekarza- dbam o zdrowie”.

Proszę, aby dzieci obejrzały bajki edukacyjne:

https://www.youtube.com/watch?v=sIQdpfHvvRk

https://www.youtube.com/watch?v=5pfRLR3h_og

Rozmowa na temat bajek:

  • Dlaczego chodzimy do lekarza?
  • Kiedy chodzimy do lekarza?
  • Jak wygląda gabinet lekarski i co się w nim znajduje?
  • Wymień jak najwięcej narzędzi lekarskich i opowiedz do czego służą?
  • Jak należy się zachowywać u u lekarza?

Zagadki:

Jak nazywa się ten pan, który uszy bada nam? (laryngolog)

Kiedy zęby bardzo bolą, wyleczy je… (stomatolog)

Biało- czarny czepek ma, gdy potrzeba- zastrzyk da (pielęgniarka)

Gdy się bardzo słabo czujesz, zmierzysz nim temperaturę (termometr)

Wykonaj pracę plastyczną „Pracownicy służby zdrowia” (doktora lub pielęgniarkę):

Potrzebne będą: kartki różnego koloru, nożyczki, klej, kredki

obraz 3

Pracę zaczynamy od wycięcia 2 kwadratów z białej kartki, dwa rogi kwadratu zaginamy do środka w ten sposób:

obraz 4

 

Pierwszy będzie pan doktor. Do wykonania pana doktora z kolorowych kartek wycinamy ręce, nogi, głowę i maskę. W ten sposób:

obraz 5

Tak przygotowane elementy przyklejamy na kartkę i dorysowujemy potrzebne rzeczy wg uznania. Mój pan doktor wygląda tak:

obraz 6

Teraz potrzebna jest pielęgniarka. Do wykonania pielęgniarki potrzebujemy wyciąć z kolorowych papierów ręce, nogi, buty, głowę, włosy, czepek. W ten sposób:

obraz 7

Tak przygotowane elementy przyklejamy na kartkę i dorysowujemy potrzebne rzeczy. Moja pielęgniarka wygląda tak:

obraz 8

Pamiętajcie o odpowiednim przyklejeniu fartucha. U lekarza jest inaczej przyklejony niż u pielęgniarki. Powodzenia!

 

 

 

Gumisie – Śmigus – dyngus.

Piatek 02.04.2021
Śmigus-dyngus, czyli lany poniedziałek, obchodzimy w pierwszy poniedziałek po niedzieli wielkanocnej, posłuchajcie opowiadania i spróbujcie odpowiedzieć na kilka pytań.

 

Lany poniedziałek.

Słońce nieśmiało wyglądało przez chmury, upewniając się, czy ludzie pamiętają, że dzisiaj jest śmigus-dyngus.
Pierwszy wstał tato. Cichuteńko na paluszkach przemknął się do kuchni, nalał wody do szklanki. Bezszelestnie wszedł do pokoju dzieci. Pokropił wodą Karolinkę i Pawła. Wzdrygnęli się i schowali głowy pod kołderkę. Zanim pierwsze krople spadły na Paulę, duży strumień wody z butelki po płynie do mycia naczyń oblał pidżamę taty. Ten, zaskoczony, machinalnie wylał resztkę zawartości szklanki na córkę.
– O nie! – krzyknęła i wyskoczyła z łózka. Atakowała wodą uciekającego żartownisia.
Tato przebiegł przez pokój i skrył się do łazienki. Tymczasem Paweł i Karolinka wstali i udali się do kuchni, gdzie mieli przygotowane pistolety na wodę. Podbiegli do siostry i zaczęła się mokra wojna. Ze ściany, pokrytej beżową lamperią, spływały wodne strużki. Tato słysząc, co się dzieje, odważnie wyszedł z łazienki i postawił bosą stopę na zalaną podłogę. Stracił równowagę i chwilę przebierając nogami w miejscu, zawisł na klamce. Wylądował na podłodze, podcinając niechcący synowi nogi. Już obaj leżeli zanosząc się od śmiechu. Wystraszone początkowo siostry również poddały się ogólnej wesołości.
– No, dzieciaki, dość tego. Za chwilę wróci mama z pracy – zwrócił uwagę tato.
– Ojej, może się przewrócić – stwierdziła Karolinka.
Paula prędko rzuciła kilka ścierek. Szybko uporali się ze stojącą z przedpokoju kałużą. Cała czwórka na kolanach wycierała do sucha podłogę, gdy do domu weszła mama.
– Aaa! – krzyknęła, znikając za drzwiami. Po chwili uchyliła je lekko, zerknęła do środka.
– Co to?! Myślałam, że to jakieś psy grasują u nas w domu!
– Śmigus-dyngus! – krzyknęła Paula, delikatnie oblewając mamę.
– Ach tak?! A ja przyniosłam chlebek od zajączka – z wyrzutem powiedziała mama.
– Chlebek! – zawołały jednocześnie dzieci. Mama czasami przynosiła z pracy bardzo smaczny chleb, pieczony w prawdziwym wiejskim piecu. Kupuje go od koleżanki, ale zawsze mówi, że od zajączka. Podobno ten niespotykany zajączek mieszka pod lasem, niedaleko fabryki, w której pracuje mama. Szaraczek w swojej norce ma piec, w którym wypieka najsmaczniejszy chlebek na świecie. Kto zje kawałek tego smakołyku, ten nigdy nie będzie głodny. Za każdym razem mama przynosi nową historyjkę o zajączku i jego rodzinie.
Dziewczynki wiedzą, że to bajka, ale lubią, kiedy mama opowiada. Mały Pawełek słucha uwaznie z szeroko otwartymi oczami i buzią.
Po smacznym śniadanku wszyscy wyszli na balkon rozkoszować się słońcem, które na dobre wyszło zza chmur. Było bardzo ciepło, wróble harcowały w pobliskich krzakach okalających trawnik. Nagle z sąsiedniego balkonu doleciały do nich mokre krople. Paweł pobiegł do pokoju i przytaszczył duży pistolet na wodę. Niestety nikogo nie było widać. Chwilkę odczekał, a kiedy zobaczył uchylające się drzwi od sąsiedniego balkonu, wycelował strumień wody w tamtym kierunku.
– A masz! – zawołał.
– A to co?! – zapytała zdziwiona sąsiadka.
– Przepraszam cię Weroniko, ale dzisiaj lany poniedziałek – usprawiedliwiała synka mama.
– Wiem, wiem, moja córka tez biega z jajkiem na wodę. Zdążyła już wszystkich w domu pooblewać. – Zaśmiała się.- Może przyjdziecie do nas na filiżankę kawy? Pokażę ci te nowe wzory na poduszkę.
– Dobrze, przyniosę kawałek wielkanocnego mazurka.
Mama i tato poszli do sąsiadki. Zabrali też Pawełka, który uwielbiał bawić się z małym kotkiem pani Weroniki.
Tymczasem siostrzyczki nabrały w butelki wody i wyszły na plac zabaw. Ostrożnie wysunęły głowy z klatki schodowej. Rozejrzały się, obserwując teren. Nikogo nie zauważyły, więc śmiało zeszły na plac. Wtem usłyszały jakieś okrzyki i dudnienie kroków na klatce schodowej. To chłopcy wypadli z hałasem na dwór. W rękach trzymali butelki pełne wody. Mokrzy i rozbawieni, opowiadali o tym, jak kogoś zaskoczyli.
Dziewczynki siadły na brzegu piaskownicy. Butelki z „amunicją” schowały pod nogi. Rozochocona gromada wyrostków zaczęła rozglądać się, kogo by tu jeszcze oblać. Wreszcie zauważyli Paulę i Karolinę.
– Chodźcie, oblejemy je! Udajemy, że nic nas nie obchodzą – poddał pomysł Piotrek.
– Dobrze, chodźmy! – Zgodzili się pozostali. Szli wolno, rozglądali się, liczyli wrony na niebie, pogwizdując. Usiedli na drewnianych poprzeczkach drabinek.
Siostry ostrożnie wstały, wycofując się w do domu.
– Hej! Uciekają! – Piotrek nie wytrzymał, podbiegł do nich, lejąc na boki wodę.
Był zaskoczony bardzo, gdy te stanęły uzbrojone w butelki. W jednej minucie był cały mokry. Wtedy z pomocą zjawili się koledzy. Dziewczyny broniły się do ostatniej kropli wody. Widok był zabawny. Kapało z włosów, z nosa, mokre koszulki poprzyklejały się do ciała.
Z pustymi już butelkami wszyscy pobiegli do domów, by je napełnić. Okazało się, że chłopcy schowali swoje zapasy na korytarzu i tam ponownie zaczęła się bitwa na wodę. Zdziwione dziewczynki uciekły do mieszkania, które znajdowało się na niskim parterze. Pozwoliło to uciekinierkom wyjść przez balkon. Indiańskim krokiem okrążyły budynek i teraz one z kolei zaatakowały chłopców od strony drzwi wejściowych. Piski i okrzyki radości rozbrzmiewały na całej klatce schodowej. Paula i Karolinka co pewien czas napełniały dzbanki wodą. Oczywiście podłoga w łazience była mokra, i nie tylko tam. Dzieci stwierdziły, że wchodzenie drzwiami i wychodzenie balkonem to wspaniała zabawa. W związku z tym wodna ścieżka prowadziła od łazienki, poprzez dywan w pokoju, balkon, a także przez klatkę schodową. Do interesującego szlaku gonitwy dołączyli koledzy z sąsiedztwa. Wszyscy wbiegali do mieszkania z przeróżnymi wiaderkami, pojemnikami na wodę, przyczyniając się do zalania podłóg.
Siostry oraz kilka ich koleżanek ukryły się za wolno stojącym garażem, przygotowane do ostatecznej bitwy. Widziały, jak chłopcy biegali wokół bloku, próbując ich dogonić. Trzymały się za brzuchy, żeby nie pęknąć ze śmiechu. To zdradziło kryjówkę uciekinierek. W górę tryskały strugi i strużki wody. Wesołe okrzyki, piski i śmiechy ściągnęły do okien gapiów. Komentowali beztroską zabawę dzieci, sami przy tym się bawiąc. Sąsiedzi wychodzili na balkon, zainteresowani wrzawą.
– Zobacz, zobacz Stasiu, co tu się dzieje! – zawołała pani Weronika.
Mama Pauli i Karolinki zakończyła dzień śmigusa-dyngusa.
– Pięknie! – powiedziała z dezaprobatą. – Chyba koniec na dzisiaj. Zapraszam wszystkich do mnie, na ciasteczka – rzuciła propozycję, gdyż miała ukryty plan.
Cała gromada dzieci była uradowana, że mama Pauli nie gniewa się. Toteż wszyscy chętnie skorzystali z tak nieoczekiwanego zaproszenia. Wypieki pani Stasi znane były na całym osiedlu, a szczególnie mazurek kokosowo-budyniowy. Każdy nastawił się na smaczny poczęstunek. Jednak to, co zastali w domu, nie rokowało na zbyt szybkie zajęcie miejsc przy stole.
– Kochani, zapraszam do wielkiego sprzątania – powiedziała mama z ujmującym uśmiechem. – Proszę bardzo: ściereczki, wiaderka. Po skończonej pracy czekam na was ze słodką niespodzianką.
Wstyd im było, że tak narozrabiali. Ze skruszoną miną przystąpili do usuwania wody. Sprzątanie zajęło im więcej czasu niż dyngusowa bitwa. Naprawianie szkód toczyło się mimo to w przyjemnej atmosferze. Dobrze jest czasami solidnie popracować.
– Mamusiu, skończyliśmy. Możesz sprawdzić? – poprosiła Karolinka.
– Taak, z grubsza jest powycierane. Jutro dokończę i wypoleruję podłogi. Zasłużyliście na trochę słodkości. Chodźcie do stołu.
Nastrój zdecydowanie się poprawił. Buzie same uśmiechały się do sławnego mazurka mamy. Paula, jako gospodyni, nalała gościom do filiżanek soku porzeczkowego, który w ubiegłym roku zrobiła babcia. Chłopcy z apetytem pałaszowali ciasto i opowiadali najzabawniejsze sytuacje z dzisiejszego śmigusa-dyngusa. Mama również śmiała się razem z dziećmi.
Z mieszkania, które stało się centrum blokowego lanego poniedziałku, długo jeszcze dochodziła radosna wrzawa.
– A wiecie, co jest najważniejsze? – Zapytała pani Stasia. – Potraficie się bawić nie czyniąc nikomu krzywdy.

1. Co zrobił tato zaraz po przebudzeniu?

2.Co opowiedziała mama wracając z pracy?

3.Dokąd poszli rodzice?

4.Co wydarzyło się przy piaskownicy?

Praca plastyczna – Moja pisanka.

Z pomocą rodziców przygotujcie wydmuszkę i w dowolny sposób proszę ją ozdobić.

Życzymy wszystkim Wesołych Świąt!!!